Na Wschód Lublin

Restaurant Week Lublin – najlepsza restauracja w jakiej byłam podczas festiwalu!

Restaurant Week to chyba największe i najpopularniejsze wydarzenie o tematyce kulinarnej w Polsce. Tegoroczna edycja kończy się za 10 dni i jeśli macie plan wziąć jeszcze udział i udać się tylko do jednego, wybranego miejsca to nie szukajcie dalej – rezerwujcie miejsca w Kulturalnej, na moją odpowiedzialność ;).

Restauracja mieści się na ulicy Zamojskiej w hotelu Arche i na co dzień serwuje nowoczesną kuchnię polską, która ma nawiązywać do tradycji kulinarnej Lubelszczyzny. Wczoraj miałam przyjemność spróbować menu degustacyjnego ułożonego specjalnie na okoliczności festiwalu. To kolejne miejsce, w którym uwzględnieni są wegetarianie, którzy nie jedzą ryb i owoców morza, więc jeśli macie podobne preferencje ta opcja jest zdecydowanie dla Was 🙂

MENU A – WEGETARIAŃSKIE:

Zaczęłam przystawką na którą składały się…

Ser kozi z Zagrody Amaltei/ burak marynowany w soku z czarnego bzu i lubelskim miodzie pitnym/ krakers z kminem/ mus z białej czekolady i pietruszki/ chips z jarmużu/ prażony orzech włoski.

Później przyszła pora na danie główne…

Kugel ziemniaczany w sosie z kurkami z Roztocza i chrupiący dziki brokuł, do tego chipsy z batata

A na słodki koniec przyjemności wjechał…

Dyniowy sernik na czekoladowym spodzie, konfitura z czarnej porzeczki i mus z rokitnika

MENU B – KLASYCZNE

Na pobudzenie apetytu podano jak wyżej…

Ser kozi z Zagrody Amaltei/ burak marynowany w soku z czarnego bzu i Lubelskim miodzie pitnym/ krakers z kminem/ mus z białej czekolady i pietruszki/ chips z jarmużu/ prażony orzech włoski

Następnie…

Polędwica wołowa/ puree z marchwi i imbiru/ szalotka duszona w ciemnym lubelskim piwie/ ravioli z ricottą i borowikiem/ dziki brokuł

A zwieńczeniem , tak jak w pierwszej opcji, był…

Dyniowy sernik na czekoladowym spodzie z konfiturą z czarnej porzeczki na musie z rokitnika

Przystawka była najlepszym możliwym początkiem, bo pobudziła zmysły i wyczuliła na dalsze ciekawe połączenia. Mus z białej czekolady i pietruszki to mój absolutny faworyt – niebanalny duet, który „zrobił robotę” w całej przystawce. Wszystko łączyło się w idealną całość i gdyby pozycja widniała w karcie poza festiwalem na pewno wracałabym do niej regularnie.

Danie główne chyba najmniej mi odpowiadało. Choć wszystko było dobre, sos kurkowy miał dość słony smak (pewnie jego odbiór to także kwestia codziennych preferencji i przyzwyczajeń, więc może dla Was będzie idealny ;)). Kugel ziemniaczany na szczęście dość dobrze balansował intensywność sosu, a najlepszą częścią dania głównego okazał się chrupiący dziki brokuł.

Danie główne z drugiego menu – bo tylko to nas różniło było zdecydowanie ciekawsze i bardziej zróżnicowane. Idealnie przygotowana polędwica, fajnie komponowała się z puree. Ciekawym przełamaniem były włoskie pierożki z makaronu, napełnione borowikami z serem. Do tego jak powyżej dziki brokuł i chipsy z batatów.

No ale TEN sernik! Moim zdaniem to jeden z najlepszych deserów jaki aktualnie możecie zjeść w Lublinie. Kremowy ser z dyniowym posmakiem rozpływa się w połączeniu z czekoladowym spodem. Konfitura z porzeczek i piękne złote borówki, przełamują słodycz idealnie dobranym kwaśnym smakiem, a wszystko to wieńczy, dla mnie niespodziewany i zaskakujący, smak rokitnika. Dla samego deseru chętnie wróciłabym tutaj jeszcze raz 😛

Wyszłam najedzona i… zadowolona 😛 Jestem pod sporym wrażeniem całego doświadczenia, troskliwej obsługi, niebanalnych smaków i jakości podanego jedzenia. Była to idealna reklama miejsca i na pewno wrócę niebawem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *